Nie wstała, nie otworzyła oczu, nie odetchnęła z ulgą.
Nie wstał, nie otworzył oczu, nie odetchnął z ulgą.
Ich upajanie się chwilą przerwał dźwięk nadchodzącego połączenia. Oboje zerwali się i zaczęli uzgadniać czyj telefon dzwoni. Wiktoria odebrała. Krótko dostała do zrozumienia, że musi porozmawiać z Joanną, która jest teraz pod jej domem. Dziewczyna spojrzała na Antka, uśmiechnęła się.
- Dzięki - odeszła.
Do domu dotarła prawie biegiem. Aśka miała dziwny głos, trochę przytłumiony, nieobecny, przerażony. Podchodząc do swojej ulicy, zobaczyła na chodniku grupę chłopaków, stojących wokół czegoś, co leżało na ziemi.
Jej przyjaciółka leżała na ziemi w kałuży krwi.
Jej nogi zmiękły, pochyliła się nad zimną dziewczyną i wtuliła w jej ramiona. Przytulała ją. Płakała. Głaskała jej włosy, posklejane od krwi.
Uspokajała trupa.
Umazała się krwią.
Zmoczyła koszulkę Aśki potokiem łez.
Nic nie mogła zrobić.
Chwilę później sanitariusze delikatnie wyciągnęli ciało z trzęsących się rąk Wiktorii. Ułożyli je w worku. Zasunęli suwak. Ostatecznie oznajmili jej śmierć.
Siedziała w ławce. Sama. Z czerwonymi oczami. Z włosami ułożonymi w nieładzie. Z chusteczką w ręce. Jej oczy łapały każdy szczegół klasy. Łuszczącą się farbę na ścianie, skrzypiące drzwi, wytartą do granic możliwości tablicę, krzywe nogi od ławek, puste miejsce obok.
Zaczynamy doceniać wiele rzeczy wtedy, gdy je stracimy. Kiedy jesteśmy w pułapce. Kiedy nie możemy nic zrobić, żeby cofnąć swoje błędy, swoje decyzje. Wtedy jest już za późno. Rozumiemy, że nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy [-Wisława Szymborska].I staje się takim łysym kamieniem nad rzeką.
Jako przewodnicząca klasy powinna coś zrobić. Powinna powiedzieć kilka słów o koleżance. O bardzo bliskiej jej osobie.
Na sali gimnastycznej, gdzie zebrali się wszyscy uczniowie oraz nauczyciele, Wiktoria przygotowywała się do wygłoszenia mowy. Mistrzyni przygotowała jej tekst. Trzymała go teraz w ręce.
- Nie rozklej się - Piotrek uśmiechnął się delikatnie.
Wszystkie oczy skierowane były na nią. Miała na sobie sukienkę z czarnego materiału, po którą wróciła rano do domu. Tenisówki idealnie komponowały się z całym założeniem jej stylizacji. Dostała mikrofon do ręki. Odetchnęła, podstawiła kartkę pod nos. Ogarnęła wzrokiem wyrazy, zdania, pojedyncze litery. Upuściła tekst. Podniosła oczy i znalazła wśród tłumu Dominika. Wzięła głęboki oddech.
- Przyszliście tutaj... ponieważ wam kazano. Nie znaliście Aśki. Wątpię, żeby ktokolwiek z was mógłby powiedzieć w jaki sposób się uśmiechała, czy jaki miała kolor oczu - wszyscy zmienili swoje pozycje - Mijaliście ją na korytarzu, obgadywaliście. Więc czy teraz dobrze się wam tu siedzi i o niej wspomina? - uniosła brwi - Wątpię. Nasza szanowna pani dyrektor... - uśmiechnęła się jak psychiatra nad ciężkim przypadkiem - Czy wie pani jaki miała kolor oczu? Nie. Czy wie pani jak bardzo uwielbiałam z nią rozmawiać na fizyce? Tak. Czy ocenia i wspomina ją pani tylko na podstawie jej dobrych ocen? Tak. Mamy zwycięzcę! - ruchem ręki wskazała na dyrektorkę i się przed nią ukłoniła - Nikt z was nie wie ile my, jej przyjaciele straciliśmy pieniędzy rozmawiając z nią w nocy, ponieważ ta bała się iść spać, bo obejrzała horror. Nie wiecie ile poświęciliśmy dla tej dziewczyny czasu, emocji i łez. Ten metal, który teraz chowa się za kurtyną chciał jej nawet powiedzieć jak bardzo ją kocha. Ale nie zdążył... - zawiesiła głos - Więc proszę, nie mówcie mi teraz jak bardzo nam współczujecie, bo nic o niej nie wiedzieliście! - uniosła twarz ku sufitowi - Jeżeli mnie słyszysz, ty mała pindo, to powiedz im wszystkim, że nie jest źle! - łzy zebrały się w jej oczach - Że wszyscy damy sobie radę, że będzie lepiej - głos zaczął się łamać - A co jeżeli jesteś tam na dole? - zaczęła mówić do podłogi - To tak czy siak powinnaś mnie usłyszeć! Miałyśmy wielkie plany. Razem opłynąć świat, zostać piratami, poświęcić swoje życie przygodzie i odkrywaniu świata... Ale jakiś dupek musiał to wszystko spieprzyć - spojrzała na Dominika. Ten tylko spojrzał na nią wymownie - Wracajcie do swoich klas, bo i tak nic tutaj nie wniesiecie - mikrofon oddała w ręce pani dyrektor, po czym wyszła z sali.
- Wiesz, że ona nie popełniła samobójstwa, prawda? - znajomy głos wyrwał dziewczynę z zamyślenia i żucia łodygi kłosa.
- Wiem. Antek. To skrót od Antoni?
- Tak - wszedł na drzewo i usiadł na gałęzi równoległej do tej na której leżała obecnie Wiktoria. Od pewnego czasu to drzewo stało się miejscem ich wspólnych spotkań. Od czasu śmierci Aśki minęło już osiem miesięcy. Wszyscy stwierdzili, że popełniła samobójstwo, ale na jej ubraniu i rękach nie znaleziono prochu strzelniczego. Dostała kulkę w głowę, żeby siedzieć cicho. Dla dobra sprawy.
- Maj jest piękny, nieprawdaż?
- Tak. Zwłaszcza jak ma się depresję i brak dachu nad głową.
- Przecież mieszkasz z Piotrkiem, więc nie rozumiem o czym mówisz.
- Nie wrócę tam. Może kiedyś, ale nie teraz. Muszę wrócić do domu.
- Pójść z tobą?
Nie odpowiedziała, tylko zeskoczyła z drzewa i ruszyła ścieżką prowadzącą do jej ulicy.
- Lubisz mnie?
- Nienawidzę cię, wiesz o tym - Wiktoria odpowiedziała Antkowi promiennym uśmiechem, na który zdobyła się od kilku ładnych miesięcy. Nauka szła jej nadzwyczaj dobrze, ale stosunki z rówieśnikami zmniejszyły się do minimum. Sama zrywała się z lekcji, a Piotrek później chodził po mieście i jej szukał. Mieszkała z nim i jego rodzicami tylko dlatego, że oni na to nalegali. Rozumieli to, że ona nie może wrócić do domu. Nie do miejsca, w którym ojciec umiera na zawał w wieku, który nie jest odpowiednim na tego typu przypadki.
- Też cię kocham - uderzył ją w ramię. Po chwili objął ją ramieniem i razem stanęli przed byłym azylem Wiktorii.
