czwartek, 11 lipca 2013

"The adventures of Captain Spencer"

          Wracając do trzeciego punktu, wyżej wymienionego. KAŻDA, dosłownie, każda osoba, uczęszczająca do tego gimnazjum wiedziała, że na przerwie z Wiktorią nie da się nudzić. Oczywiście, jeśli był jej dyżur. Tego dnia był. Akurat ostatnio przeprowadzała ankietę na temat muzyki słuchanej przez gimbusowate nastolatki [sama się do nich zaliczała] i nie była zawiedziona wynikami. Pierwsze klasy – pogratulować. Same te dziewczyny od Bibera [nie umiem napisać ich nazwy], ale mówi się trudno. Wśród chłopców górował rock, no ale kuźwa, jak można uważać, że ulubionym zespołem jest Nirvana, ale ona nie żyje?! „Ulubiony zespół: Nirvana, ale nie żyje.
Ech… Nóż się otwiera w kieszeni. Wśród klas drugich: disco polo. Huhu! Któżby się spodziewał? No, a klasy trzecie… I tutaj pojawiał się pewien bardzo widoczny podział. Pomiędzy grupą normalsów i grupą tworzyw sztucznych, niezaliczających się do którejś z powyższych kategorii. Najlepsze było to, że tworzywom sztucznym przewodził autorytet z klasy 3 „d”. Nie zawiodła się, ponieważ takich wyników się spodziewała.

          Weszła do pomieszczenia, w którym całe ściany pokryte były podpisami poprzednich użytkowników radiowęzła. „STRADLIN” wyróżniało się spośród całej reszty. Jako jedyne napisane było lewą ręką. W mańkutach siła!
Dziewczyna usiadła przy maszynie, która rzekomo uruchamiała wszystkie głośniki, ale tak naprawdę nikt nie wie co, jak, gdzie i kiedy.
Telefon podłączony do aparatury, lista odtwarzania wyświetlona. On air.
- Ekchm.. – zakaszlała do mikrofonu – Serwus wszystkim. Jak wiecie, dzisiaj jest dzień z Stradlinową play listą. Jak już podawałam wcześniej informacje, wiecie z czym będziecie musieli się męczyć przez te dziesięć minut trwania przerwy. Black Sabbath i Paranoid. Pozdrawiam nauczycieli – uśmiechnęła się szeroko i wcisnęła play. Wszystkie korytarze przeciął riff Iommi’ego i śmiech młodocianych.

          - Ee, Stradlinowa żono!
- Czego?!
- Jak leci? – Bartek wszedł do środka i zajął miejsce przy siostrze. Po chwili Piotrek i Aśka również tam siedzieli.
- No to nie jest najgorzej – uśmiechnęła się. Sebastian wparował do pomieszczenia.
- Nie wiecie co się stało!
- Jeśli masz zamiar opowiadać nam o tym, że ktoś sobie złamał paznokieć starając przyciszyć głośniki, to WYJDŹ! Tam są drzwi – Aśka wskazała mu obiekt przeznaczony do oddzielania prywatności dla niektórych ludzi.
- No nie o tym chciałem powiedzieć… Więc słuchajcie. Nasz Łukaszek poszedł do wychowawczyni.
„Ee, i??” – taki był wyraz twarzy znajdujących się w środku osób.
- Opowiedział jej o akcji, która zdarzyła się na matmie.
- O kuźwa… - Wiktoria wstała i podeszła do Sebastiana – Jak cię zaraz trzepnę.
- Pamiętaj, prawą ręką! Prawą! Nie chcemy później zbierać jego zębów z sufitu – brat odezwał się do niej.
- Ale, że za co?!
- Myślisz, że obchodzi nas ta lafirynda?
- Ciebie… - sprostował Piotrek.
- Dobra, mniejsza o to.
- Ale ty nie wiesz jeszcze najlepszego. Mistrzyni jest na ciebie wściekła.
PLASK! Nadawczyni tego ciosu sama się zdziwiła, że aż tak mocno mogła mu przywalić.
- Ty kłamco… Rozmawiałam z nią. Wcale tak nie powiedziała.
- Chciałem powiedzieć, że Łukasz musiał ją okłamać… - wytłumaczył rozcierając czerwony policzek.
Paranoid zakończyło swoje rozbrzmiewanie w głośnikach.
- Stonesi – krótko rzuciła Aśka przez mikrofon.
- To ja już pójdę… Młoda, do zobaczenia w domu – rzekł do niej, ale tamta była za bardzo zajęta Sebastianem, zamartwiającym się o swój policzek.
- Wiesz, że nie chciałam tak mocno.
- Poniosło cię i tyle. Nie ma sprawy.
- Wiecie, ale ta informacja była taka… Nieważna, nic nie znacząca. Wiktoria podejdź tu – Piotrek poprosił przyjaciółkę do siebie.

          - Piłaś?
- Co? Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?!
- Bo znam cię już od dobrych kilkunastu lat. Nie przejmowałabyś się tak tym gdybyś była sobą.
- Nie piłam już od sierpnia, jeśli chcesz wiedzieć – wyszeptała mu prosto w twarz.
- Wiesz, że tylko ja o tym wiem! I nie pozwolę ci się zmarnować!
- Piotrek, niby w czym miałabym się zmarnować?
- W byciu sobą.
- Nadal jest czerwony? – Sebastian zapytał Aśki. Ta podeszła do niego.
- Wiesz, na twojej albinoskiej skórze wszystko jest bardzo widoczne… Ale kolorku już nie ma – poczochrała jego białe włosy, wolne od barwnika.

          Zadzwonił dzwonek oznajmiając początek języka polskiego.
- Wiktoria, podejdź no tu – wychowawczyni zawołała zielonooką.  Dziewczyna wiedziała już o co chodzi, więc wychodząc z radiowęzła przez przypadek uderzyła drzwiami przechodzącą tamtędy lafiryndę. – Pomóż mi w wymierzeniu kary dla Łukaszka. Nasz kłamczuszek musiał dzisiaj nieźle się napracować, żeby wymyśleć taką historyjkę na twój temat – uśmiechnęła się, a jej oczy błysnęły sponad okularów.
- Tak… Ale wie pani. Mam małą prośbę.
- Słucham.
- Nie chciałabym, żeby pani lubiła mnie tylko ze względu na moją sytuację w domu. Chciałabym, żeby pani, jako nasz kapitan zauważyła cechy dominujące u swoich kamratów i ceniła ich za to kim są.
- Ależ moja droga. Ja się kieruję tylko i wyłącznie tym. Nie masz się czego obawiać. Eech.. Nasz Adehadowcu, siądź już do tej ławki, przepraszam cię Wiktorio – uśmiechnęła się i zaczęła uspokajać rozbrykane jak króliki istoty. 

 


/ To tak: chciałam komuś podziękować, ale chyba się z tym wstrzymam. Ale dziękuję Steve'mu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz