- Tak, rozumiem twoją fascynację, ale nie zauważyłaś czegoś?
- Niby czego, panie Piotrze?
- Tego, że on mógł sobie pomyśleć, że przez to pocieszanie cię odkupi swoje winy i krzywdy wyrządzone lata temu.
- Ee… Możliwe.
- I co? Zaczyna się przemieniać w coś przypominającego człowieka? – z ironią zapytał chłopak.
- Nie mów tak! I tak, wyczuwam twoją ironię, nawet w rozmowie telefonicznej.
Na chwilę zapadła między nimi cisza, przetykana co chwilę oddechem rozmówców.
- Masz dzisiaj trening? – zapytał Piotrek z przesadną troską.
- Tak, idziesz ze mną? – uśmiechnęła się do ekranu.
- Żeby znów zbierać bęcki?! – stanęła mu przed oczyma wizja zakrwawionej maty, poobcieranych łokci i kolan. – Ee, wiesz, może ja zostanę w domu, a jak będziesz wracać, to do mnie wpadniesz, co ty na to?
- NIE! Idziesz ze mną na trening, a później idziemy do Aśki, żeby wybić jej z głowy Dominika.
W odpowiedzi usłyszała tylko cichy jęk przyjaciela.
- No, to będę pod tobą za pięć minut.
- Co?! Tak szybko?
- No chyba mi nie powiesz, że jest to problemem dla chłopaka twojego pokroju…
- SŁYSZĘ SARKAZM! Muszę…
- Uczesać włosy, prawda?
- Też.
- Plus schowanie Sashy Grey w szafie, to… Dodatkowe dwie minuty.
- Wiesz jak brzmi sygnał zakończonej rozmowy telefonicznej?
- Nie, możesz mi go przybliżyć, będę za pięć minut, serwus!
Dwoje nie zawsze wspaniałych szło w kierunku hali sportowej, kiedy nagle zza rogu wyskoczył Michał, trzymając w rękach coś, co przypominało zegar ścienny z kukułką.
- Te, młody! Cześć się mówi, czyż nie? – skarciła brata.
- Nie jest za późno na dobre wychowanie? – Piotrek podniósł lewą brew.
- Nie przerywaj mi, jak udzielam reprymendy braciszkowi!
- Ee, Wika, weź to – Michał wręczył jej do rąk coś, co od dłuższego czasu trzymał już przy sobie.
- Co to do diabła jest?! – wykrzyknęła na środku chodnika. Małe i drewniane drzwiczki przy zegarze otworzyły się i ze środka wysunęła się główka ptaka. – No chyba kurwa nie. Skąd ty to wziąłeś?
- Pożyczyłem…
- Ukradłeś?!
Cisza.
- Pytam, czy to ukradłeś?! Po jakie Chiny?! Upadłeś na głowę?!
- Ej, ciszej, dobrze? – Michał odezwał się w końcu. - Siostra i ojciec alkoholicy, więc dlaczego ja nie mogę być złodziejem?! - Zabolało ją to. Zaczerwieniła się. Spuściła głowę. Włosy opadły jej na ramiona i obojczyki. Zacisnęła dłonie w pięści i skoczyła w kierunku brata, po drodze wręczając zegar Piotrkowi.
- Nikt, ale to nikt nie nazwie mnie alkoholiczką. To po pierwsze. Po drugie: rozmawiałeś z ojcem? Wątpię.
Porozmawiaj sobie z nim i sam osądź jaki jest jego stan psychiczny. Po trzecie: albo jesteś odważny, albo bardzo głupi, że to ukradłeś. Kradzieże są karalne. Poza tym jak brzmi jedno z przykazań?
- Ateistka się odezwała… - wtrącił Piotrek.
- Nie przerywaj mi, to że przestudiowałam Biblię i nie chodzę do kościoła wcale nie musi oznaczać, że nie wierzę w „Boga”. Słucham, Michał…
- Nie kradnij. I co?! Mam teraz biec do kościoła, żeby się wyspowiadać?
- Zrobisz co uważasz za słuszne. Zegar oddać na pewno musisz. Poza tym, to co ty byś z nim zrobił? Idź już. – klepnęła go w policzek, a Piotrek oddał mu drewniane pudełko.
Skóra delikatnie dotknęła jej prawego policzka. Wydawać by się mogło, że atomy tych dwóch ciał łączą się ze sobą tylko dlatego, żeby jedno z nich po chwili padło pod wpływem nokautu. Wiktoria upadła na matę, z przymkniętymi oczami. Piotrek położył na niej nogę w geście triumfu.
- Ty pizdo! - ryknęła na niego z uśmiechem - Jedyny nokaut, który ci wyszedł. W dodatku na mnie. Złaaź!
Piotrek odsunął się na bok i w tym momencie zobaczył trenera płci piękniejszej, który już od dłuższej chwili przyglądał się temu z rozbawieniem.
- Ee! Młoda, zdolna! Okres ci się zbliża, że tak klniesz na biedaka?
- Każda okazja jest dobra do pokrzyczenia na mężczyznę - odkrzyknęła, stanąwszy na nogach.
- Zostałem nazwany mężczyzną... Powinienem zacząć się bać? - chłopak zauważył tą nagłą zmianę tonu koleżanki.
- Radziłbym wam spadać. Wika wie dlaczego...
- Pod prysznic, Ty... - nie dokończyła patrząc na brwi trenera - Ty... męski odpowiedniku kobiety lekkich obyczajów!
Okruszek tylko na nią spojrzał, odwrócił się i zakasłał, dusząc śmiech.
Rozdzielili się przed szatniami. Dziewczyna pomaszerowała w zwrocie wyznaczonym przez poziome strzałki, wiszące leniwo na ścianach. Zabrała ręczniki z szafki i weszła pod prysznic. Stojąc pod mocnym strumieniem wody, pozwoliła by kłęby pary oplotły ją dookoła. Przestała na chwilę myśleć o wszystkich problemach, które wbijały się jej w głowę jak metalowy jeż, który pragnie wwiercić jej to co najgorsze. Z zamyślenia wyrwały ją krzyki Piotrka.
"Pizda... Ja jej dam pizdę... Ona ma pizdę... Kuźwa, o czym ja myślę!" - Piotrek w świeżych ubraniach czekał pod wyjściem z szatni dziewcząt. Zadowolony ze swojego nokautu, zaczął szukać kumpeli.
- Jesteś! - krzyknął do niej, kiedy owinięta w ręcznik wyszła spod pryszniców. Mokre włosy wystawały jej spod ręcznika. Ładnie zaokrąglone ramiona ukazywały obojczyki. Lewą ręką trzymała ręcznik w połowie talii.
- Jestem, ty łosiu, ale przecież nie pójdę do domu w ręczniku...
- A, faktycznie... - Piotrek nie ogarnął całej sytuacji, ale ciężko mu się dziwić. Teraz nie ramiona Wiktorii były najważniejsze.
/Dziękuję Rudemu. Dziękuję Morrisonowi. Przepraszam wszystkich. Zizu.
- Nie, możesz mi go przybliżyć, będę za pięć minut, serwus!
Dwoje nie zawsze wspaniałych szło w kierunku hali sportowej, kiedy nagle zza rogu wyskoczył Michał, trzymając w rękach coś, co przypominało zegar ścienny z kukułką.
- Te, młody! Cześć się mówi, czyż nie? – skarciła brata.
- Nie jest za późno na dobre wychowanie? – Piotrek podniósł lewą brew.
- Nie przerywaj mi, jak udzielam reprymendy braciszkowi!
- Ee, Wika, weź to – Michał wręczył jej do rąk coś, co od dłuższego czasu trzymał już przy sobie.
- Co to do diabła jest?! – wykrzyknęła na środku chodnika. Małe i drewniane drzwiczki przy zegarze otworzyły się i ze środka wysunęła się główka ptaka. – No chyba kurwa nie. Skąd ty to wziąłeś?
- Pożyczyłem…
- Ukradłeś?!
Cisza.
- Pytam, czy to ukradłeś?! Po jakie Chiny?! Upadłeś na głowę?!
- Ej, ciszej, dobrze? – Michał odezwał się w końcu. - Siostra i ojciec alkoholicy, więc dlaczego ja nie mogę być złodziejem?! - Zabolało ją to. Zaczerwieniła się. Spuściła głowę. Włosy opadły jej na ramiona i obojczyki. Zacisnęła dłonie w pięści i skoczyła w kierunku brata, po drodze wręczając zegar Piotrkowi.
- Nikt, ale to nikt nie nazwie mnie alkoholiczką. To po pierwsze. Po drugie: rozmawiałeś z ojcem? Wątpię.
Porozmawiaj sobie z nim i sam osądź jaki jest jego stan psychiczny. Po trzecie: albo jesteś odważny, albo bardzo głupi, że to ukradłeś. Kradzieże są karalne. Poza tym jak brzmi jedno z przykazań?
- Ateistka się odezwała… - wtrącił Piotrek.
- Nie przerywaj mi, to że przestudiowałam Biblię i nie chodzę do kościoła wcale nie musi oznaczać, że nie wierzę w „Boga”. Słucham, Michał…
- Nie kradnij. I co?! Mam teraz biec do kościoła, żeby się wyspowiadać?
- Zrobisz co uważasz za słuszne. Zegar oddać na pewno musisz. Poza tym, to co ty byś z nim zrobił? Idź już. – klepnęła go w policzek, a Piotrek oddał mu drewniane pudełko.
Skóra delikatnie dotknęła jej prawego policzka. Wydawać by się mogło, że atomy tych dwóch ciał łączą się ze sobą tylko dlatego, żeby jedno z nich po chwili padło pod wpływem nokautu. Wiktoria upadła na matę, z przymkniętymi oczami. Piotrek położył na niej nogę w geście triumfu.
- Ty pizdo! - ryknęła na niego z uśmiechem - Jedyny nokaut, który ci wyszedł. W dodatku na mnie. Złaaź!
Piotrek odsunął się na bok i w tym momencie zobaczył trenera płci piękniejszej, który już od dłuższej chwili przyglądał się temu z rozbawieniem.
- Ee! Młoda, zdolna! Okres ci się zbliża, że tak klniesz na biedaka?
- Każda okazja jest dobra do pokrzyczenia na mężczyznę - odkrzyknęła, stanąwszy na nogach.
- Zostałem nazwany mężczyzną... Powinienem zacząć się bać? - chłopak zauważył tą nagłą zmianę tonu koleżanki.
- Radziłbym wam spadać. Wika wie dlaczego...
- Pod prysznic, Ty... - nie dokończyła patrząc na brwi trenera - Ty... męski odpowiedniku kobiety lekkich obyczajów!
Okruszek tylko na nią spojrzał, odwrócił się i zakasłał, dusząc śmiech.
Rozdzielili się przed szatniami. Dziewczyna pomaszerowała w zwrocie wyznaczonym przez poziome strzałki, wiszące leniwo na ścianach. Zabrała ręczniki z szafki i weszła pod prysznic. Stojąc pod mocnym strumieniem wody, pozwoliła by kłęby pary oplotły ją dookoła. Przestała na chwilę myśleć o wszystkich problemach, które wbijały się jej w głowę jak metalowy jeż, który pragnie wwiercić jej to co najgorsze. Z zamyślenia wyrwały ją krzyki Piotrka.
"Pizda... Ja jej dam pizdę... Ona ma pizdę... Kuźwa, o czym ja myślę!" - Piotrek w świeżych ubraniach czekał pod wyjściem z szatni dziewcząt. Zadowolony ze swojego nokautu, zaczął szukać kumpeli.
- Jesteś! - krzyknął do niej, kiedy owinięta w ręcznik wyszła spod pryszniców. Mokre włosy wystawały jej spod ręcznika. Ładnie zaokrąglone ramiona ukazywały obojczyki. Lewą ręką trzymała ręcznik w połowie talii.
- Jestem, ty łosiu, ale przecież nie pójdę do domu w ręczniku...
- A, faktycznie... - Piotrek nie ogarnął całej sytuacji, ale ciężko mu się dziwić. Teraz nie ramiona Wiktorii były najważniejsze.
/Dziękuję Rudemu. Dziękuję Morrisonowi. Przepraszam wszystkich. Zizu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz