Nie zasnął tej nocy. Wstał z łóżka i podszedł do okna. Z góry widać było przejeżdżające niżej samochody, których o tej godzinie nie brakowało. Spojrzał na zegarek. Po czwartej, a ludzie w ciągłym biegu. To nie jest normalne. Nie spędzasz czasu z rodziną, z dziećmi. Oddalacie się od siebie. Po pewnym czasie łączy was już tylko papierek i wspólne łóżko.
Otworzył okno. Zimny wiatr wsunął się do jego pokoju, rozwalając leżące na podłodze kartki. Całe szczęście, że miał burdel w pokoju, ale nie pokój w burdelu.
Odetchnął powietrzem, które tej nocy wydało mu się cięższe niż zwykle. Zapach jesieni. Wolał zapach zimy, jak Aśka. Wiktoria natomiast wolała zapach świeżej trawy tuż po roztopieniu się śniegu. Jak tylko przychodziła wiosna ona tarzała się w niej i nic nie mogło przeszkodzić jej w leżeniu tam z mikroskopijnymi istotkami. Na tę myśl uśmiechnął się pod nosem.
Jego nagi tors muskały jego długie, unoszone wiatrem włosy. Podniósł głowę i spojrzał w niebo. Gwiazdy wydały mu się jaśniejsze niż zazwyczaj. Sam w duchu skorcił siebie za ten ruch. Nie wypadało mu być takim romantykiem.
- Friday! I'm in love!
- Ee, czy ty się dobrze czujesz mój drogi? - Aśka spojrzała na Piotrka ze zdziwieniem.
- Tak!
- A może jednak powinnam poprosić Wikę, żeby ci pomogła, hę?
- Jestem Piotrem, opoką, skałą, nie potrzebuję pomocy kobiety - obruszył się teatralnie. Nie zauważył zbliżającej się do niego Wiktorii, która jednym sprawnym ruchem powaliła go na kolana.
- Teraz przepraszaj za wczoraj!
- No sorry, jedyna, niepowtarzalna, wredna, zła, dobrze bijąca, wkurzająca Wiktorio.
- Boys don't cry, wiesz? - uśmiechnęła się do niego, pomagając mu wstać. Ruchem dłoni poprosiła go, by przeszedł z nią na stronę.
- Powiedziałeś już Aśce?
- O czym takim?
- O tym, że Piotruś Pan wydoroślał i chciałby zabrać Wendy z Nibylandii do świata, zwanego rzeczywistością, w której Piotruś tak w rzeczy samej ma ochotę przelecieć tę biedną dziewczynkę.
- Kuźwa, zapomniałem o tym wspomnieć, wiesz?!
- No to się pospiesz, bo Kapitan Hak zabierze ci ją sprzed nosa.
- Dzwoneczku... Dzięki za poradę - dotknął dłonią jej policzka i zaczął wracać w stronę Aśki. Stąpając krok za krokiem chłopak wymyślał w głowie najrozmaitsze scenariusze tego, jak powiedzieć o tym co go nęci. Już otwierał usta i chciał powiedzieć "Aśka, ja..." ale zrezygnował. Typowe, nieprawdaż? Uśmiechnął się tylko do niej i zajął miejsce obok na parapecie.
- Tchórz z ciebie.
- Nie moja wina!
- Twoja. Nie zasłaniaj się tym, że cię "onieśmiela" - Piotrek zaczął wyprowadzać Wiktorię z równowagi. Cackał się niemiłosiernie z tą Aśką.
- Słuchaj...
- Nie! To ty posłuchaj! Ja nie żartowałam z tym Kapitanem Hakiem. Aśka jest świetną dziewczyną, więc nie wiem dlaczego nie chcesz jej po prostu powiedzieć. Nie możesz? Boisz się?
- Boję się.
- Czego?
- No bo wy się przyjaźnicie.
- No i?
- To, że no, boję się o naszą wspólną przyjaźń.
- Piotrek, słuchaj, teraz robi się z tego brazylijska telenowela. Po prostu podejdź i to powiedz.
Wiktoria podeszła do Baltiego. Dziewczyny przywitały się i odeszły na stronę.
- Słuchaj, mam do ciebie wielką prośbę... - zaczęła Wika - Piotrkowi podoba się Aśka.
- Ona mu się nie podoba. A przynajmniej mu się przestanie podobać.
- Dlaczego? - czarnowłosa, wiedziała, że przewodnicząca szkolnego monitoringu zaraz jej o wszystkim opowie.
- Dominik ją poprosił, żeby ta z nim chodziła.
Wzium! Piorun uderzył w ziemię tuż obok nich. Informacje z ostatniej chwili!
- Kiedy?! - dziewczyny przemierzały korytarz szybkimi krokami. Piotrek rozmawiał z siedzącą obok Aśką, po czym wstał, przeszedł kawałek i zawrócił. Zatarł ręce, odetchnął i podszedł do dziewczyny.
- Dzisiaj rano. Aśka jest w skowronkach. Nie widzisz tego?
- Póki co zależy mi, żeby Piotrek nie zrobił z siebie idioty, wyznając jej miłość. Ach, te romanse.
Ostatni dystans dzielący je od Piotrka i Aśki minęły sprintem, Wiktoria, nie wyhamowała i wbiła się w Piotrka, przewracając się razem z nim na ziemię.
- Nie rób tego! - syknęła mu do ucha, podnosząc się z ziemi.
- Co? Dlaczego?
- Później ci powiem... Teraz wstawaj! - podnieśli się z ziemi, a cały siedzący parapet, razem z przybocznymi ławkami wybuchł śmiechem.
- Powiedz mi teraz.
- Ona chodzi z Kapitanem Hakiem.
Polski. Lekcja uwielbiana i przez Mistrzynię i przez jej klasę. Przerwa trwała w najlepsze, a Piotrek od kilku lekcji siedział z tą samą miną. Podeptany, zagubiony, odrzucony psiak. Sebastian siedział obok niego, starając się mu jakoś przemówić do rozumu, ale on zamknął się w sobie. Mistrzyni też to zauważyła. Poprosiła go o zostanie po lekcji.
- Posłuchaj... Ona nie pasuje do was.
- Słucham? - odparł zmieszany.
- Do ciebie, Wiktorii i Sebastiana. Zobaczysz, ona za... trzy dni zmieni się nie do poznania, a ty nie będziesz mógł na to nic poradzić.
- Ale po czym pani to wnosi?
- Po jej panoszeniu się. Zobaczysz. Znam was od trzech lat. Wiem kiedy coś się stało, kiedy ktoś udaje. Wiem, kiedy któreś z was kłamie, lub jest załamane. Mówię o całej klasie. Wiem, kiedy Wiktoria piła. Wiem, kiedy patrzyłeś z utęsknieniem na Aśkę. Jesteście moimi dziećmi... W przenośni oczywiście, ale jestem z każdego z osobna dumna. Uwierz mi, że ona się zmieni, a ty przejrzysz na oczy.
- Uważa pani, że to, co widzę teraz to maska?
- Tak.
Łzy. Małe krople słonej wody pojawiły się w jego oczach.
- Od zawsze?
- Tak.
- Dziękuję.
- Piotrek? - zwróciła się do niego, otrzepując ręce z kredy - Proszę, tylko nie zrób czegoś głupiego.
- Dobrze - odwrócił się i wyszedł z sali. Wszedł do szatni, gdzie czekała na niego Wiktoria. Siedziała z zamkniętymi oczami i słuchawkami w uszach. Piotrek podszedł do niej i usiadł jej na kolanach. To automatycznie wyrwało ją z stanu zasłuchania. Gwałtownie rozchyliła uda, blondyn chwycił ją za koszulkę, oboje się wywrócili. Co było do przewidzenia. Dziewczyna usiadła po turecku odgarniając włosy z twarzy.
- Czujesz się lepiej? - zapytała z uśmiechem.
- Nawet tak - pokiwał głową, po czym wstał, zabrał kurtkę, pomógł wstać Wiktorii i razem, kopiąc się trampkami, wyszli ze szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz