- Posłuchaj... Dookoła nigdy nie ujrzymy prawdy, to nie jest powód do płaczu.
- Oni przestaną nas niszczyć, nie będą nas kontrolować, będziemy zwycięzcami, ja rozumiem!
- To dlaczego teraz smarkasz na moją koszulkę?
- Bo mogę.
On przytulił ją jeszcze mocniej. Pogłaskał jej czarne włosy, pocałował w czoło. Chwycił ją za ramiona, po czym odsunął od siebie, uśmiechnął się do niej i dał delikatnego plaskacza w mordę. Tak dla ogarnięcia.
- Mogło być gorzej. Poza tym nie wiesz w stu procentach, że to twoja matka. Nie rycz już do jasnej cholery!
Uśmiechnęła się do niego. W zasadzie sama nie wiedziała kogo zobaczyła. To mogła być jakaś dawna znajoma jej ojca, może jakaś daleka rodzina? Kochanka? Porzuciła tę myśl. Podziękowała Sebastianowi, po czym usiadła na parapecie. Myśl, że spotkała swoją matkę, zraniła ją od środka. Przypuszczenie, że po powrocie do twierdzy jej nie spotka jeszcze bardziej ją wzruszyła. Chciała to wszystko wyjaśnić. Jak najprędzej.
Zaczęła się historia. Lekcja, na której każdy mógł robić co zechce. Nauczycielka była wymagająca, choć nie zwracała uwagi na to, czy ktoś jej słucha. Po prostu miałeś umieć na sprawdzian. Mówiła z zapałem do tych, którzy chcieli jej słuchać. Dokładnie opisywała strategie bojowe wielu bitew i wojen. Pamiętała każdy szczegół wyposażenia średniowiecznego rycerza, a omawiała to tak, jakby sama była rycerzem i codziennie polerowała swoją zbroję. Sama układała swój program nauczania, który idealnie dopasowywał się do wymagań nastolatków. W klasie 3 "f" każdy słuchał jej z zapartym tchem. Ona potrafiła z Krzyżaków wyciągnąć życie i rzucić nim w uczniów.
Klasa siedziała na swoich miejscach, czekając aż przybędzie do nich na swoim rydwanie cesarzowa. Weszła spokojnie do klasy odpowiadając podniesieniem dłoni na chóralne "DZIEŃ DOBRY". Położyła swoje książki na biurku, po czym podeszła do ambony i odkaszlnęła. Uderzyła pięścią w deskę, która służyła do układania na niej notatek i innych spraw związanych z lekcją.
- Piraci! - krzyknęła - Łukasz, co o nich wiemy?
Lafirynda chyba ocknęła się z bardzo ważnego rytuału przeczesywania grzywki. Grzywka musi być przeczesana bardzo dokładnie. Z odpowiednią prędkością, pod odpowiednim kątem, z odpowiednim natężeniem tak, aby tłuszcz równomiernie się na niej rozprowadził.
- Eem. Funkcjonują do dzisiaj. Rabują wiele przedmiotów nie będących ich własnością. Rabowali na wszystkich morzach - dumny ze swojej odpowiedzi w nagrodę mógł przeczesać swoją grzywkę.
- Masz rację. Z definicji piratem jest osoba używająca statku, lub łodzi w celu rabunkowym. Wiecie, że napadali na inne statki oraz na cele przybrzeżne. Dobra, od kiedy istnieje piractwo?
Zgłosiła się Baltie.
- Od początku istnienia drogi morskiej.
- Dobrze. Wiecie jacy piraci byli najbardziej znani?
- Berberyjscy. Atakowali nabrzeża Chin, podobnie jak japońscy.
- Świetnie. Dobra, rozkwit piractwa przypadł na wiek szesnasty i siedemnasty. Ktoś wie dlaczego?
Cisza w klasie. Baltie znów się zgłosiła.
- To dlatego, że piraci atakowali hiszpańskie statki wracające do ojczyzny, z ładunkiem, którym zazwyczaj było złoto i srebro.
Wszyscy popatrzyli w jej stronę, jakby chcieli jej pogratulować wiedzy na ten temat.
- Okey. Teraz ja zacznę mówić. Galeony zazwyczaj docierały wszędzie. Sir Francis Drake, Siwobrody, to sławni piraci. Anne Bonny to sławna piratka. Anne jako dziewiętnastolatka uciekła z domu, do portu Nassau w New Providence. Kobiety w tym porcie były głównie ladacznicami - uniosła brwi w insynuacyjnej chwili - Anne jednak nie dała się tknąć. Pewien pirat chciał ją wziąć siłą. Dziewczyna odstrzeliła mu przyrodzenie, przez co zyskała szacunek wśród innych piratów - złożyła usta w trąbkę i wciągnęła przez nie powietrze, przymykając oczy - Jack Rackhman. Na niego trafiła. To był jeden ze świetniejszych piratów tamtych czasów. Anne rozkochała go w sobie, po czym razem uciekli - dłońmi wykonała gest, który wyglądał jak odganianie natrętnej muchy - Na statku, który ukradli znajdowała się jeszcze inna kobieta poza Anną, Mary Read - uniosła palec - Laska była na serio sprytna. Ona wiedziała, że jej nie wpuszczą na statek, więc przebrała się za angielskiego marynarza, a że według legend była marzeniem stolarza, to z przebraniem się nie było problemu, po czym została pojmana przez ludzi Rackhmana. Postanowiła dołączyć do piratów! - spojrzała w oczy każdego ucznia w tej klasie. Wszyscy byli wpatrzeni w nią, jak ćma w światło. Kobieta około trzydziestki. Falowane, brązowe włosy sięgały jej do ramion. Zawsze, ale to zawsze miała na sobie wykonaną z brązowej skóry kamizelkę. W kilku miejscach była już przetarta, lecz idealnie pasowała do koszulek natchnionej nauczycielki - Tym piratom wiodło się niezmiernie dobrze. Złoto, hiszpańskie galeony, kupa szmalu. Wiecie, że coś świętowali? - odeszła od ambony - Jak to bywało w osiemnastym wieku, ludzie lubili wypić. Rum. Głównie rum. Całe beczki rumu. Cała załoga się zachlała w trupa. Mówię serio. Nikt w takim stanie nie mógł się bronić. Poza dwiema kobietami i jednym marynarzem. Następnego dnia ich okręt przywitał angielski statek, budząc trzeźwą trójkę głośną salwą. Pojmali wszystkich, a Anna została przetransportowana na Jamajkę, gdzie nałożono na nią karę śmierci - przeszła między ławkami, podeszła do tablicy, narysowała na niej kontury obu Ameryk, oraz wyspy, które się przy nich znajdują - Annę od kary śmierci uratowało to, że była w ciąży. Jej wyrok zamieniono na więzienie. Została ułaskawiona dzięki swojemu ojcu, który wpłacił za nią zadość uczynienie. Poślubiła Josepha Burleigha, urodziła mu ośmioro dzieci - odwróciła się od tablicy i spojrzała w twarze uczniów - Kto chce zostać piratem?
Przemawiała do nich pani Klara. Potomek tamtej cholernie odważnej kobiet - Anne Bonny.
- Jakbyś została piratem, to jak byś się nazwała? - Piotrek z przymkniętymi oczami, by słońce nie zajrzało do jego źrenic, zapytał Wiktorię.
- Kapitan Spencer.
- Dlaczego?
- Jest taka książka, o kapitanie, który nazywa się Spencer - dziewczyna bazgroliła coś w zeszycie - Papier, klej, literki, istnieje coś takiego jak książ-ka.
- Sądzisz, że nie wiem co to jest książka?
- Sądzę, że jesteś półgłówkiem i nie wiesz co to jest książka.
Piotrek obruszył się i do końca historii nie rozmawiał z Wiktorią.
Po dzwonku wyszli z sali i skierowali się w stronę sal gimnastycznych. Czarnowłosa kopnęła chłopaka w łydkę. Ten się zatrzymał, po czym odwrócił do niej. Ręce miał skrzyżowane na piersi i z uśmiechem patrzył Wiktorii w oczy.
- Tęskniłaś za mną, prawda?
- Oczywiście.
Dziewczyna podeszła bliżej niego i wyciągnęła rękę na znak zgody. On ją uścisnął, a Wiktoria ścisnęła ją mocniej i zmusiła go do pochylenia się na wysokość jej ust.
- Może nie idziemy na w-f? - szepnęła.
Piotrek wracając do normalnej pozycji odpowiedział zwykłe "okey".
- Umawiacie się na randkę beze mnie? - żałośnie zawył Sebastian.
- Tak, chodź z nami.
- Ale, że teraz?
- No, a kiedy indziej?
- Są lekcjeee...
- Weźże. Mistrzyni nam to usprawiedliwi! - Wiktoria chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Drugą ręką chwyciła za koszulkę Piotrka i razem wyszli ze szkoły.
Poszli na plażę.
![]() |
| Nie mogłam się powstrzymać. To jest takie piękne :)) ~ Zizu |

[Robi dokładnie ten sam gest co Pumba, gdy dowiedział się od Nali, że Simba jest królem]
OdpowiedzUsuń-Układam się do stóp!
I nie obchodzi mnie, że mówi się "padam".
Dziękuuję! <3
Usuń