środa, 22 stycznia 2014

"The Adventures Of Captain Spencer"

          Otworzyła oczy. Promienie słońca delikatnie muskały wywieszone na ścianach plakaty. Zasłona falowała pod wpływem powietrza wpadającego do środka przez otwarte okno. Przeciągnęła się na łóżku po czym majestatycznie, niczym kucyk Pony, wysunęła się spod kołdry, żeby przejść do kuchni. Przeczesała włosy, zarzuciła je do tyłu. Delikatnie i ostrożnie stąpając bosymi stopami po zimnej powierzchni weszła do czystej, zadbanej kuchni. Przy stoliku czekał na nią kubek z ciepłym mlekiem.
         
         Dzwonek do drzwi. Po twarzy Wiktorii przebiegł cień zaskoczenia. Odłożyła kubek na swoje miejsce, założyła trampki na bose stopy i w koszulce dobranej w komplecie z nieodpowiednio skrojonymi spodenkami podeszła do drzwi. "Dzięki Judasz..." mruknęła pod nosem. Otwierając drzwi zawahała się. Po ułamku sekundy i natłoku myśli otworzyła je szeroko i zaparło jej dech w piersi.

          Za drzwiami stała kobieta w średnim wieku. Przystrojona w zacne świecidełka prezentowała się bardzo elegancko. Sukienka do kolan wyglądała bardzo skromnie, mimo że dodawała właścicielowi uznania w oczach innych. Bez zaproszenia przeszła przez próg mieszkania. Bez skrupułów skierowała swoje kroki do kuchni. Tam się zatrzymała. Oparła się o framugę i omiotła pomieszczenie wzrokiem, który świdrował każdy szczegół kuchni. Wrażliwie dotykając oparcia krzesła westchnęła ciężko.

          Wiktoria dopiero po minucie burzliwych rozważań zamknęła drzwi i z wyrzutem na ustach podążyła za kobietą. Zastała ją w kuchni, w momencie kiedy siadała na krześle.
- Kim pani jest? - zapytała bez najmniejszego zająknięcia patrząc na zgrabne plecy, podkreślane przez sukienkę.
- Chciałam się spotkać z mężczyzną, który miał gdzieś poszanowanie cudzych uczuć i liczyła się dla niego jedynie dobra posada i możliwość wychylenia kielicha, czy dwóch - angielski akcent tej kobiety sprawiał, że czarnowłosa dziewczyna wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. Nawet nie wsłuchała się w to co niosły słowa wypowiadane przez nią, lecz zwróciła uwagę na to, że kobieta jest pełna gracji. Jej mowa ciała, styl dobierania słów, były jej pełne.
- Eem, tak... - tak krótko mówiąc, to dziewczynę zatkało. Odwróciła się na pięcie i wewnątrz niej ryknął jakiś wielgachny potwór. Podeszła do drzwi ojca. Otworzyła je i zajrzała do środka. Ojciec stał na balkonie.
- Tato! Jakaś kobieta, posiadająca angielski akcent przyszła do ciebie - zawołała do wnętrza pokoju. Ten usłyszawszy to szybko się obrócił.
- Rozmawiałaś z nią?!
- Chyba nie można nazwać tego rozmową...
- To dobrze, bardzo dobrze... - zaczął coś szeptać pod nosem - Jak ty wyglądasz? - spojrzał na nią, po czym ona sama spojrzała w dół. Siniaki na łydkach, piszczelach, obtarcia na kolanach, gdziekolwiek by się nie spojrzało. Według Sebastiana to dodawało jej uroku. - Wyglądasz jakbym cię bił - po czym uśmiechnął się do niej i podszedł do szafy, żeby zmienić ubranie.

          Było po siódmej. A tu taka niespodzianka. Michał spał, a Bartek... No cóż, gdzieś się włóczył. Kobieta dalej siedziała w kuchni patrząc jak na zewnątrz słońce dotyka każdego drzewa, każdego liścia swoim blaskiem, który był zwiastunem nowej szansy, nowego dnia. Wstała, żeby zaparzyć herbatę. W tym czasie Wiktoria zdążyła się jej bacznie przyjrzeć. Faktycznie ta gracja ją przepełniała, ale było w niej coś... naturalnego, swojskiego. Była w niej kobieta, z którą można porozmawiać, taka, która człowieka wysłucha, która mu pomoże i pójdzie za kimś na koniec świata, byleby ten ktoś był bezpieczny.
- Chcesz herbatę? - zapytała wyjmując saszetkę z puszki.
- Nie, dziękuję. Powie mi pani kim jest? - zapytała stojąc przy parapecie.
- A ty? Czy wiesz kim jesteś moja droga? Czy wiesz co ten człowiek z tobą zrobi? Odejdź od niego, w przeciwnym razie zostaniesz wyrzuconą, poobijaną, zużytą zabawką.
Wiktoria uniosła brwi. Więc tak się sprawy miały. Po głowie przeszła jej myśl "mama?!", po czym stwierdziła, że ona nigdy by się tak nie wypowiedziała o jej ojcu.
- Tak pani twierdzi?
- Owszem, tak twierdzę.
- A kim pani jest, żeby tak twierdzić? - dziewczyna zaczynała nabierać ciekawości.
- Osobą, która kiedyś zajmowała twoje miejsce.
- Jest pani moją siostrą? - zapytała z ironią i uśmiechem na twarzy. Nie podobało jej się to, że wyglądała na kogoś, kto mógłby być partnerem dla jej ojca, chociaż w duszy całe zbiorowisko potworków rechotało z tego faktu.
- Ojej, przepraszam...
- Na miłość boską, Wika, bądź cicho! - Michał w bokserkach wszedł do kuchni, ziewając i przecierając oczy. Zatrzymał się przy oknie, chcąc uciszyć siostrę, kiedy ta wywinęła mu ręce do tyłu i zmusiła do popatrzenia w stronę kobiety w czerwieni - Dzień dobry - odezwał się, wyprostował i poszedł uścisnąć jej rękę.

          - Kto to jest?! - zapytał siostrę, gdy przeszli do jej pokoju.
- Nie mam pojęcia, ale mówi z angielskim akcentem, choć wątpię w to, żeby była angielką... Odwróć się - powiedziała do niego, po czym zdjęła koszulkę, żeby założyć taką, w której może się publicznie pokazać. Zmieniła spodnie i klepnęła brata w ramię, na znak, że może już powrócić do dawnego ustawienia.
- Dobra, masz zamiar dowiedzieć się kim ona jest? - Michał, jak dziecko rzucił się na jej łóżko, które zatrzeszczało wymownie.
- Póki co nie. Musisz sam sobie dzisiaj zrobić śniadanie do szkoły, ja muszę wyjść - rzuciła mu koło policzka dziesięć złotych - Tylko nie przepal, idioto - uśmiechnęła się zakładając skarpetki.
- Wiesz co z Bartkiem? - wybełkotał spod poduszki.
- Nie, ja spadam, serwus bracie!
Wyszła na korytarz, w powietrzu wiążąc trampki. Widziała jak ojciec dość uczuciowo podchodzi do zadania rozmawiania z Panią w czerwieni. Wychodząc spojrzała ostatni raz na tę kobietę. Kalkulując prawdopodobieństwo tego, że mogła być jej matką było znikome. Jednak jej bracia musieli po kimś odziedziczyć przepełnione brązem oczy.

           - Zobaczysz, ja cię kiedyś pocałuję. Jak nie uduszę, to pocałuję.
- Po czym tak wnosisz?
- Po tym, że nie jesteś brzydka, a sądząc po tym, że...
- Dzisiaj chyba poznałam swoją mamę.
- Co? Ja ci się zwierzam, a ty mnie nawet nie słuchasz - Sebastian zrobił wymowną minę - Co z tą mamą?
- Chyba jednak żyje.

3 komentarze:

  1. Soł...
    Ja wiem, ja już Ci pisałam, jaka jesteś wspaniała, że jesteś Miszczem, że kocham Twoje opowiadania, że piszesz lepiej niż ja, że powinnaś mi dać w łeb za to, że w ogóle cokolwiek piszę, że w ogóle, że mi się podoba, ale...
    Teraz oficjalnie przyznaję, jesteś Miszczem.
    Merci za uwagę, jak nie dodasz następnego rozdziału, przyjdę do Ciebie w nocy.
    Śmiesznie wyglądałabyś bez głowy, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eem, więc dziękuję bardzo, ale powstrzymaj się z tymi pochwałami, okey? To mnie przyprawia o dreszcze.

      Usuń
    2. Wzięłam sobie na cel bycie odpowiedzialną za pierwszą w historii śmierć od nadmiaru pochwał, a co mi tam, a co! Tak nonkonformistycznie, może to nawet lepsze niż ścięcie głowy?

      Usuń